Pochwała dwuśladów, czyli niedziela na biegówkach
Nie wiem, czy to zasługa zimy, czy sukcesów Justyny Kowalczyk, ale w tym roku szczególnie ujawnili się miłośnicy nart biegowych oraz ich odmian – śladowych i do ski touringu. W Rzeszowie biegaczy można codzienne spotkać nad Wisłokiem, głównie osoby w średnim wieku i starsze.
Uprawianie biegów narciarskich niesie tyle dobrodziejstw dla kręgosłupa, układu krążenia i dróg oddechowych, że nie sposób przereklamować tego sportu. Bieganie daje też niepowtarzalną możliwość zrzucenia z siebie codziennego stresu.
W niedzielę wybrałem się nad San w okolice Dynowa. Po przyjeździe do miasteczka najpierw uderzyłem na niebieski szlak w kierunku Piątkowej. Skłoniła mnie do tego wyśmienita pogoda i pięknie zaśnieżone zbocza Pogórza Przemyskiego, oraz znajomość tego szlaku, który kilka razy przemierzałem w ciepłych miesiącach roku.
Niestety, musiałem zawrócić, by nie połamać nart. Szlak był miejscami nieprzejezdny z powodu rozjeżdżonego przez auta leśnego duktu i leżących w poprzek drzew. Nie mniej radość z pomykania lekką wierzchowiną była niesamowita. Nad głową wielki błękit, pod nogami czysta biel, wkoło drzewa w mroźnej szacie. W dali migotał San.
Do doliny wróciłem przez Bartkówkę. Następnie pobiegłem wzdłuż rzeki w kierunku północnym. Mimo zimy życie nad rzeką nie zamiera. Gdy przejeżdżałem obok krzaków, wystrzeliwały z nich kuropatwy i inne ptaki. Słyszałem tylko własny oddech, wiatr i, niestety, ryk quadów po drugiej stronie Sanu. Wycieczkę, po zrobieniu pętli, zakończyłem gorącym żurkiem w Barze Myśliwskim w Dynowie.
Polecam wszystkim tę formę rekreacji. Z dala od stoków, wyciągów, ludzi i presji mody, sprawiającej, że narciarze zjazdowcy wydają duże kwoty na sprzęt. Narty biegowe umożliwiają kontakt z przyrodą, poznawanie turystycznych atrakcji, a od strony fizycznej – kontrolę własnego oddechu. Poprawiają też kondycję. Ale trzeba pamiętać, by z umiarem wydłużać trasy. Zbyt forsowne, i bez fizycznych przygotowań, kończą się kontuzjami.

18 styczeń 2010 (Poniedziałek), godz. 13:34
Z przyjemnością i odrobiną pozytywnej zazdrości przeczytałem Pańską relację.
Dzięki wyobraźni (podobno mam dużą) i Panu znalazłem się w “białej bajce”.
Dziękuję!
19 styczeń 2010 (Wtorek), godz. 8:02
No i co się czepiłeś quadów dziennikarzyno bez przygotowania. Gdybyś wykazał się większym profesjonalizmem i “przebiegł kontrolując oddech” na drugą stronę na zbocze Żurawca to odnalazłbyś profesjonalnie przygotowany tor quadowy. Tor znajdujący się na prywatnym terenie i służący miłośnikom tego sportu (tak, sportu, nie tylko nartki nim są) do LEGALNEJ jazdy. Ale niektórym niewydarzonym wystarczy tylko “hałas” zza gór… ŻENADA!
19 styczeń 2010 (Wtorek), godz. 8:49
Jeśli faktycznie jest tam tor quadowy to jest to wzór do nasladowania. Wszystkim kojarza się quady z jazdą po lesie, warkotem i smrodem.
Fajnie że ktoś reklamuje narty biegowe, sport tak u nas zapomniany, no i oby Justyna to zmieniła. Liczyła się u nas tylko komercja i wyciągi…..
19 styczeń 2010 (Wtorek), godz. 11:26
Wielokrotnie tam jeździłem quadem. Nie rozumiem takich, co tylko potrafią szczekać, zamiast zrozumie, że są różne pasje i hobby na świecie. Nie tylko siedzenie w kinie…
Ale przyjechać, zobaczyć, pozytywnie opisać, to już zbyt dużo! Chłopaki zresztą nie chcą rozgłosu, bo narobili się sporo, każdą wolną chwilę tu spędzali z łopatami oraz budując zaplecze. Ale przyjedzie taki jeden z drugim i opisze, ze głośno. Tak, lepiej jeździć po szlakach na Tarnicę.
20 styczeń 2010 (Środa), godz. 13:55
Cieszy mnie fakt, że miłośnicy quadów zaczynają organizować własne tory, by nie niszczyć przyrody np. w parkach narodowych i krajobrazowych. Nie zmienia to faktu, że nad cichym Sanem niósł się warkot quadów. I nie sposób było go nie usłyszeć. Reakcję miłośników quadów na moje trzy, wtrącone słowa, dotyczące ich pasji uważam za arelgiczną. Kończąc pozytywnie – mróz trzyma, z czego cieszą się biegowicze.
21 styczeń 2010 (Czwartek), godz. 14:59
Chyba alergiczną. Ale to można sprawdzić np. w “Rabolatorium”.
P.S. Zaraz usłyszymy, że to czeski błąd, he, he. A guzik!
21 styczeń 2010 (Czwartek), godz. 15:02
Moim skromnym zdaniem to alergicznie raczej zaczął wypowiadać się Szanowny Autor tego materiału. Jak widać alergia quadowa męczy Go nawet na spacerze narciarskim. To się nazywa u-prze-dze-nie.
Pozdrawiam serdecznie życząc wielu przemiłych wojaży
Andrzej