awaria w klubie live…

Maria jeszcze w spodniach. (Fot. Dariusz Danek)
w końcu jednak do live się wybrałem na marię peszek. że się spóźniłem to zastałem ją już w samych majtkach, co oczywiście z miejsca, natychmiast, pozwoliło mi zapałać do niej sympatią wielką…
to co dalej, tylko tę sympatię powiększyło, bo koncert był mocno pankowy, muzycy znakomici, a sama wokalistka genialna. taka babka z jajami, wiecie, co to potrafi walnąć pół szklanki czystej na raz, słodko zaśpiewać “kur…a mać” i pewnie z bańki w ryj przyłożyć, jak trzeba.
i ten wzrok dziewcząt, tych wszystkich, które stały dookoła i patrzyły na marysię i myślały sobie “ach jak chciałabym ja być taka też”. cudnie :D
a do posłuchania maria peszek, nie autorsko lecz gościnnie u l.u.c.’a i rahima:

1 luty 2010 (Poniedziałek), godz. 6:41
Zacznij pisać o Sudanie a nie o gwiazdkach wyciągających kase od ludzi tylko dlatego że są kontrowersyjne. Peszek można posłuchać ale oglądać się nie da. Elo!