Mikołajek, Grzaniec Galicyjski i Dag Hammarskjöld
Po latach, zupełnie nieoczekiwanie, wróciła do mnie postać Daga Hammarskjölda, byłego sekretarza generalnego ONZ, noblisty. Człowieka jakby dziś zapomnianego.
Po latach, zupełnie nieoczekiwanie, wróciła do mnie postać Daga Hammarskjölda, byłego sekretarza generalnego ONZ, noblisty. Człowieka jakby dziś zapomnianego.
W MUZIE ukazało się nowe wydanie „Greka Zorby” Nikosa Kazantzakisa, książki obrosłej legendą, mającej na całym świecie grono zagorzałych wielbicieli. Przekonałem się o tym przeglądając nowiutkiego „Greka” w jednej z rzeszowskich księgarń, gdzie natrafiłem na karteczkę zapisaną przez jakiegoś czytelnika z jedną z sentencji Zorby. 
Poznańskie wydawnictwo Zysk i S-ka wznawia książki Johna Fowlesa, nieżyjącego już wybitnego powieściopisarza brytyjskiego, autora głośnej „Kochanicy Francuza”. Serię nowych wydań powieści Fowlesa otworzył jego debiut z 1963 roku „Kolekcjoner”. Książka, gdy pojawiła się na rynku, przyniosła jej autorowi sławę; Fowles mógł porzucić pracę nauczyciela i zająć się pisaniem. Czytaj dalej…
Cztery lata temu, 2 listopada 2004 roku z ręki młodego islamskiego bojownika zginął Theo van Gogh, prawnuk wielkiego malarza Vincenta, kontrowersyjny filmowiec i dziennikarz, wróg islamu. Zdarzenie to przypomina książka Iana Buruma „Śmierć w Amsterdamie. Zabójstwo van Gogha i granice tolerancji” (Universitas, Kraków 2008), rzadki przykład intelektualnego dziennikarstwa.
Internauci przyzwyczaili się już do tego, że „Mechaniczna pomarańcza” z reguły nie zajmuje się produktami z pierwszej linii promocyjnego ognia. I tym razem chciałbym polecić książkę z dalszej półki.
„Darwin o powstawaniu gatunków. Biografia” Janet Browne ukazała się w nowej serii wyd. Muza „Książki, które wstrząsnęły światem”. Pozycja jest przystępnie napisaną biografią jednego z najwybitniejszych naukowców – Karola Darwina. Darwin był jednym z tych brodaczy, obok Karola Marksa, którzy diametralnie zmienili nasze myślenie o świecie.
W wydawnictwach i księgarniach trwa akcja letnia. Czytelnikom poleca się książki łatwe, lekkie i przyjemne – kryminały, poradniki, romanse itp. Ja natomiast chciałbym zwrócić uwagę na pisarstwo wyciskające pot. Mam na myśli mało znanego w kraju i na świecie rosyjskiego pisarza polskiego pochodzenia Zygmunta Krzyżanowskiego.
Kraków jest jak książka. Najlepiej otwierać ją o jutrzni, gdy klasztorne modły wypełniają miasto największym stężeniem energii. W antykwariacie przy Szpitalnej budzą się ze snu książki stare i nowe. Otwierają ciężkie od kurzu powieki. Tylko one wiedzą, ile radości dostarczyły swoim czytelnikom a ile sprawiły trudu. Rynek o tej porze jest jak biała, niezadrukowana kartka. Za kilka godzin zaczną wypełniać ją litery ludzi. Litery układają się w słowa w różnych językach, bo Kraków jest książką pisaną przez tłumy turystów. Tylko gołębie wydają z siebie mowę zrozumiałą dla wszystkich. Zlatują się stadami, by jeść przecinki ziaren i kropki kawałków chleba.
Podczas jednego z trekkingów po rumuńskich Karpatach poznałem, jak smakuje turystyka masowa. Pstrykanie aparatów cyfrowych współtowarzyszy wędrówki przeszkadzało mi w kontemplowaniu piękna i ciszy górskiej kotliny. Drugi raz chciałem się pozbyć swojej turystycznej skóry, gdy przechodziliśmy przez romskie osiedle i przypadkowo byliśmy świadkami jakiegoś rytuału odprawianego przez popa. Nagłe zjawienie się grupy turystów nie sprzyjało nawiązaniu kontaktu z Romami.
Ale turystyka nie musi mieć walorów konsumpcyjnych, może być prawdziwym doświadczeniem dalekich stron. Do takiego rodzaju podróżowania namawia wydana u nas jakiś czas temu książka Bruce’a Chatwina „W Patagonii”, pisarza przed którym chylił czoła Ryszard Kapuściński.