platforma blogowa portalu
nowiny

afganistan raz jeszcze…

afganistan_wspiaraz jeszcze zapraszam na pokaz zdjęć z afganistanu. dokładnie za tydzień, o godz. 20, w klubie studenckim wspia w rzeszowie coś powyświetlam, coś poopowiadam. czy będzie fajnie – nie wiem, ale jakby ktoś się nudził to może zajrzeć…

Czytaj dalej…

990px.pl – zobaczcie sobie dobre zdjęcia…

logo990

od jakiegoś czasu śledzę portal 990px.pl. polecam wszystkim, których interesuje dobra fotografia…

Czytaj dalej…

balkan beat box 2, czyli jak szedłem po fajki w afganistanie…

YouTube Preview Image

jeszcze raz o balkan beat box, podpiętym tu kawałku “la bush resistance”, paleniu papierosów i wczasach w afganistanie…

Czytaj dalej…

Afganistan – pokaz zdjęć…

Afganistan

Afganistan

Po długiej nieobecności na blogu pojawiam się dziś, by zaprosić na pokaz zdjęć z Afganistanu. Będę też opowiadał o tym, że islam jest dobry, mieszkańcy Afganistanu przyjaźni, a talibowie nie.

Start dziś o godz. 19.30 w Piwnicy Kulturalnej YES.

Adres: Rzeszów, ul. Reformacka 4. Wstęp za friko.

Stary, to tylko Afganistan – zapraszam dziś na pokaz zdjęć…

afganistan

Witam, witam i zapraszam na pokaz zdjęć z wrześniowej wycieczki do Afganistanu. Będą tez opowieści…

Start dzisiaj (14 XI) w rzeszowskim pubie Remont (ul. Mochnackiego, między strażą pożarną a ekonomikiem), ok. godz. 21.

 Tyle w temacie…

strzelali dzisiaj do mnie…

strzelali dzisiaj do mnie. zapuscilem sie w jakas dziwna ulice, gdzie konczy sie herat. na mapie wije sie ona waska nitka i nagle urywa ni stad, ni zowad. po kilkudziesieciu metrach od ostatniego skrzyzowania konczy sie asfalt, zostaja kamienie i chmary kurzu unoszacego sie w powietrzu. wszedzie jest. osadza sie gruba warstwa na zaparkowanych na poboczu samochodach, pokrywa krowie lby lezace na brudnej ceracie pod wystawionym na ulice stolem rzeznika, wciska sie do oczu, uszow i nosa.

na tej uliczce nikt nic nie mowi do bialasa, nikt nie zaczepia, nie krzyczy tego ich przeciagnietego haaa laar juuu. wszyscy tylko patrza, jedni niesmialo, tak ze niemal spuszczaja przy tym glowy, inni natarczywie, jakby chcieli powiedziec co tu robisz, spier… tylko dziadkow ciezko wyczaic. niby nie zwracaja uwagi, a caly czas wiedza co robisz.

przeszedlem z poltora kilometra, do cmentarza zaznaczonego na mapie. pstryknalem pare zdjec, a potem zaczely wybuchac petardy, jedna, druga. tak zaczal sie czujny powrot czy tez odwrot raczej. pozniej padly strzaly. ledwo slyszalne, takie pykniecia, pyk, pyk, z tych ich zasranych plastikowych karabinow. zorientowalem sie, ze pykaja, jak mnie walnelo pod lopatke. to gowno jest na kulki. leca skubane kilkanascie metrow i jak dosiegna celu to czuc dosc ostro, piecze jeszcze przez parenascie dobrych sekund.

herat, afganistan: kilka zdjec…

herat 7

herat 5

herat 4

herat 3

tak to tu mniej wiecej wyglada, jak sie zagubie na miescie…

wiecej: www.crullu.com

herat – kandahar – kabul: 750 osob nie zyje…

dobra, sluchajcie tego, bo powiem rzecz niewiarygodna – zostalem dzis rozsadnym czlowiekiem…

jednak chyba nie pojade busem do kabulu. dzis na drodze z heratu do kandaharu talibowie zabili afganczyka, tylko za to, ze pracowal dla jakiejs amerykanskiej organizacji… od poczatku roku na tej trasie zginelo juz 750 osob – takie dane podal w tivi minister od czegos tam, co mi chlopaki od razu przetlumaczyli…

mam numer do polskiej ambasady w kabulu, jeszcze jutro zadzwonie, zapytam co oni na to, ale raczej nie widze tego. poza tym wszyscy tu w kolko powtarzaja, ze to cholernie niebezpieczne, nawet dzisiaj jeden dziadzio mi to sugestywnie pokazal na migi. wiecie podrzynanie gardla kazdy skuma, nawet ja…

co dalej bedzie w takim razie – nie wiem. nie usmiecha mi sie do konca wycieczki siedziec w heracie wiec jutro sprawdze samolot, albo wybiore sie gdzies na stopa na polnoc. na stopa, bo w tamta strone autobusy nie jezdza. taka droga, ze sie nie da po prostu.

poza tym to lezalem caly dzien, czytalem kerouaca, ogladalem jakis durny hinduski film z nudow, koncowke tylko na szczescie, w ktorej doszlo do spotkania dobra ze zlem. a doszlo do niego na ringu, w postaci dwoch facetow, skorpiona i glownego bohatera, ktory byl o cala glowe mniejszy. chlopaki sie mnie wtedy spytali kto wygra, wiec ja dyplomatycznie odparlem, ze zawsze wygrywa ten dobry, wiec skorpion nie ma szans. no i jak sie skonczylo? tak wlasnie…

chyba moglbym pisac scenariusze do durnych indyjskich filmow…

zdrowia.

ramadan trwa, wyzerka po zmroku…

nowiny22.jpg

- nie idz w nocy do miasta, bo jest niebezpiecznie.

poszedlem. najpierw ciemna jak sam diabel ulica, na ktorej mieszkam. potem w lewo, tu pare zarowek golych nad wozkami pelnymi owocow zawieszonych, i w koncu w prawo na glowna, ktora sie ciagnie przez caly herat ze wschodu na zachod. do niby centrum kolo kilometra, w ciemnosciach sie idzie a jak, pare witryn sklepowych moze, zarowek kolejnych kilka i czasem jakis wariat na motorze, ktory po chodniku zapier… nicza razac po oczach reflektorem.

a koncu rondo, gdzie na druga strone przejsc trzeba, bo tam swiatel od cholery i zapachy miesa pieczonego i kleby dymu i swiatla i harmider nie z tej ziemi. oczy dookola glowy trzeba miec przy tym bo kolejni wariaci na motocyklach pra przed siebie bez swiatel, ale w koncu jest, cel osiagniety, 12 szpikulcow z miesiwem laduje na tacy, wiec jem do spolki z muchami, popijam woda ze wspolnego kubka, brzuch mi sie napelnia jak nie pamietam kiedy…

wrocilem, zyje i w kolko mysle o tej wycieczce do kabulu, bo ilez mozna siedziec w jednym miejscu. tyle, ze walid opowiedzial historie znow kolejna taka, ze on chociaz jest afgancem to sie boi. bo jakby talib znalazl numery obcokrajowcow w jego komorce to urabal by mu glowe bez mrugniecia okiem…

herat, afganistan…

herat afganistan

od trzech dni w afganistanie. odpoczywam, chodze po miescie, wize powrotna zalatwiam iranska, co sie uda nawet chyba, mysle nad dalsza trasa, kabul sie mi widzi, ale talibowie po drodze, wiec wszyscy mowia, ze mnie zabija i porwa, nie wiem co najpierw…

poza tym to rewelacja, nawet internet jest i telewizja satelitarna wyobrazcie sobie i nie kazdy nosi bron tutaj. chociaz dzis jak wszedlem do banku to moje aparaty wyladowaly w depozycie obok osmiu pistoletow, ale zapewniam, ze klientow w tym czasie bylo przynajmniej ze trzy razy wiecej…

takie to historie.